Mimo tego, iż jest to nasza czwarta wizyta w tej metropolii, to nadal są takie miejsca w Bankgoku, które mnie pozytywnie zaskakują.

Baiyoke Tower

Słońce chyliło się ku zachodowi, a my niespiesznie podążaliśmy w kierunku metra. Zdarza się taki poziom upału, w którym żaden większy wysiłek nie wchodzi w grę i to był właśnie taki dzień. Gorący, upalny, z powietrzem przypominającym konsystencją gęstą i wilgotną watę.

Na stację Ratchaprarop dotarliśmy jeszcze przed zachodem słońca. Rozpadające się rudery, które sąsiadowały z nowoczesnymi wieżowcami, potęgowały wrażenie totalnego chaosu. W jednej chwili przedzieraliśmy się przez hałaśliwe stragany, by za moment stanąć w kolejce do windy w gładkim i lśniącym holu Baiyoke Tower. Trzy windy i kilkadziesiąt pięter później mogliśmy już tylko cieszyć się panoramą miasta, które lśni i tętni życiem całą dobę.

Z platformy na ostatnim piętrze Baiyoke Tower mieliśmy widok na całe miasto. Wiatr targał mi włosy, podczas gdy gimnastykowaliśmy się ze statywem i aparatem. Balansowaliśmy na czubkach palców, z obolałymi od trzymania aparatu ramionami, ryzykując jego utratę. Ustawiony na krawędzi balustrady i podtrzymywany naszymi rękami, praktycznie zwisał nad przepaścią i odmierzał czas samowyzwalacza.

Wracając późnym wieczorem do hotelu nie mogliśmy sobie odmówić kilku nie-do-końca-legalnych zdjęć z peronu kolejki miejskiej BTS. O ile samo robienie zdjęć nie jest zabronione, to rozstawienie statywu już tak.

Chinatown Gate

Nocne spacery po Bangkoku zawsze budzą we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony smród ze studzienek kanalizacyjnych i biegające po chodnikach karaluchy powodują dreszcz obrzydzenia. Z drugiej strony miasto jest o tej porze nieco spokojniejsze, trochę mniej hałaśliwe, a z zupełnie niepozornych miejsc rozciągają się widoki, o których mi się nawet nie śniło. Tak było w przypadku parkingu, z którego ukazał się przepiękny widok na Chinatown Gate.

Wieczór zakończyliśmy w knajpce z widokiem na rzekę Chao Phraya. Delektując się pysznymi lodami o smaku zielonej herbaty, oglądaliśmy rozświetlone neonami łódki i migoczące światła miasta, które odbijały się w wodzie.

Rod Fai Market

Kuszące zapachy jedzenia unosiły się w powietrzu, a my wolnym tempem spacerowaliśmy pomiędzy straganami, czekając na zachód słońca. Tętniąca życiem przestrzeń z lokalnymi potrawami kontrastowała z powstałym tuż obok nowoczesnym centrum handlowym. Z parkingu przynależącego do sklepu rozciągał się widok na utkaną kolorami mozaikę stoisk i straganów.

Chong Nonsi

Długo szukaliśmy budynku, z którego moglibyśmy zrobić zdjęcia panoramy miasta i Pedestrian Bridge z lotu ptaka, ale wszystkie próby kończyły się uprzejmą informacją od ochrony, że nie możemy wejść lub wjechać windą wyżej. Okoliczne wieżowce należą do banków i wejście na wyżej położone tarasy lub dach nie wchodziło niestety w grę.

W drodze powrotnej trochę przypadkowo udało nam się wejść na dach ITF Tower, z którego rozciągała się ładna panorama na biznesową dzielnicę Bangkoku.